UDANY ZWIĄZEK Z OBCOKRAJOWCEM

Jestem Polką, mieszkam w Wielkiej Brytanii i mam męża Tunezyjczyka od 10 lat. I powiem Wam więcej – jestem szczęśliwą i spełnioną żoną!

Początki naszej znajomości były internetowe. Poznaliśmy się na Facebooku, a po roku rozmów na czacie zdecydowaliśmy na spotkanie. Pojechałam odwiedzić przyszłego męża w Tunezji i… tak się jakoś zadziało, że jesteśmy małżeństwem już od dekady!

W początkowym stadium mojej znajomości z Sayedem wielu moich znajomych przestrzegało mnie przed związkiem z muzułmaninem. Mówili, że będzie mi się działa wielka krzywda, albo że zostanę porwana.  No i rzeczywiście – porwała mnie miłość i bardzo mnie to cieszy.

Gdy zaczęliśmy być razem, zastanawiałam się nad przeprowadzką do Tunezji – szczególnie, że mąż jest bardzo mocno związany z rodziną i ja też się czułam z nimi wspaniale. Już jako wybranka zostałam przyjęta bardzo ciepło przez rodziców i rodzeństwo męża. Szczerze mówiąc, nikt w Polsce nigdy tak się nie cieszył z mojej obecności…  Nie zdecydowałam się jednak na wyjazd ze względu na mojego dziewięcioletniego wówczas syna z pierwszego małżeństwa. To właśnie ze względu na jego komfort
i edukację postanowiliśmy zostać w Polsce, gdzie mieszkaliśmy przez pierwsze cztery lata naszego związku. W tym czasie pojawiły się jednak problemy – brak dobrze płatnej pracy, i nieustające, krzywdzące opinie co niektórych członków naszego mało tolerancyjnego społeczeństwa.

Zaczęłam więc nalegać na opuszczenie kraju i tak oto jesteśmy w Wielkiej Brytanii. Z perspektywy czasu uważam,  że było to najlepsze, co mogliśmy zrobić. Gdy patrzę na męża, mam pewność, że jemu w Wielkiej Brytanii jest lepiej, a ludzie są tu bardziej przyjaźni niż w Polsce. W ciągu kilku lat udało nam się stanąć na nogi również pod względem finansowym, co w Polsce nie byłoby takie proste. Odnaleźliśmy się tutaj świetnie i czujemy się jak u siebie, szczególnie, że wszędzie jest tu pełno ludzi z obcych krajów, o różnych kolorach skóry, różnorodnych wyznaniach, itp. – nikt nie zwraca na to uwagi, nikomu to nie przeszkadza. W Polsce czasem na ulicy ktoś się za nami oglądał i patrzył na nas z jawnym oburzeniem, gdy spacerowaliśmy z mężem. To był wzrok mówiący: „co wy sobie w ogóle wyobrażacie, tworząc taki związek?”

Mam niezłe porównanie, czym się różni związek z obcokrajowcem od związku z Polakiem, gdyż byłam już wcześniej mężatką właśnie z moim krajanem. Tamto małżeństwo nie było udane
i zakończyło się rozwodem. Z kolei obecny związek jest cudowny.

Myślę, że gdy mówimy o takich typowych „problemach damsko – męskich”, to tych różnic za bardzo nie ma, tzn. kwestie kulturowe mają w tym przypadku akurat najmniejsze znaczenie. Uważam, że każda relacja ma własną historię i trudno wskazać na jakąś prawidłowość. W przypadku związku
z obcokrajowcem trzeba jednak przyzwyczaić się do odmiennych zwyczajów i zasad funkcjonowania na co dzień. Mój mąż musiał na przykład przywyknąć do hucznego świętowania przez Polaków urodzin
i imienin. W Tunezji mało kto przywiązuje do tego wagę. Ja z kolei musiałam oswoić się choćby z tym, że w kraju mojego męża nie powinnam publicznie okazywać mu uczuć, nawet całować go w policzek. Bliskość na ulicy nie jest tam dobrze odbierana. Podobnie jest w czasie Ramadanu – gdy mój mąż obchodzi to święto, wiem, że nie powinnam zbytnio się do niego zbliżać.

Aspektów życia, w których należało się „dotrzeć” jest oczywiście znacznie więcej, ale stopniowo przyzwyczajaliśmy się do tego, że w takim mieszanym związku każdy dzień to jakieś małe wyzwanie.

Sekretem, by „docieranie” się udało jest wzajemny szacunek dla tradycji i kultury. Ważne jest to, żeby otworzyć się na różnice i próbować zrozumieć ich naturę i kontekst. Pamiętam na przykład, że dla mnie szokiem było, gdy zobaczyłam, że mój mąż notorycznie podczas kąpieli zalewa wodą łazienkę. Tymczasem on nie potrafił z niej korzystać, bo w Tunezji łazienki są po prostu inaczej skonstruowane. Dla mnie trudna była niemożność okazywaniem uczuć na tunezyjskiej ulicy. Starałam się jednak to uszanować, dowiedzieć się skąd takie normy wynikają. Wytłumaczyłam też sobie, że przecież nie muszę okazywać uczuć na ulicy, bo mogę robić to w domu.. Szanujemy nasze korzenie, dajemy sobie przestrzeń na celebrowanie własnych świąt. Mąż lubi np. Święta Bożego Narodzenia – pomimo, że nie jest katolikiem, zawsze siada do stołu, kosztuje bożonarodzeniowych potraw. Dziwią go urodziny
i imieniny, ale zawsze kupuje prezenty dla mnie z tej okazji. Mnie z kolei nigdy nie przeszkadzało, że on musi modlić się pięć razy dziennie i potrzebuje do tego oddzielnego pomieszczenia, w którym ma spokój i ciszę. Szukamy też wspólnych świąt – świetną okazją do świętowania są np. Walentynki.Oczywiście zwyczaj ten dotarł też do Tunezji razem z innymi zachodnimi trendami. Szczególnie widoczne jest to w większych miastach, takich jak Tunis, miasto całkiem przypominające europejskie metropolie. Ludzie na ulicy wyglądają tam podobnie jak w Anglii czy Polsce, widzi się sklepy znanych marek odzieżowych, w grudniu na witrynach stoją czasem poubierane choinki, więc w lutym na pewno ludzie świętują też swój dzień miłości.  Takie dni są dla nas ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *